Z przykrością was informuję, że nie będzie mnie na blogu przez dwa lub nawet trzy tygodnie.
Wyjeżdżam na ferie i mam ogrom nauki, po prostu brak czasu.
Postaram się w wolnych chwilach coś naskrobać, może na wyjeździe? Kto wie?
Mimo wszystko na pewno wrócę tutaj z mnóstwem długich i bogatych w akcję oraz wątki miłosne rozdziałów jak poleciła mi czytelniczka opowiadania Bryndzaa :D
PS: Jak dotąd, mogę wam polecić zaobserwowanie mojego bloga. Możecie to zrobić klikając guzik "dołącz do tej witryny" po prawej stronie bloga tuż pod jego statystyką. Dzięki tym poczynaniom będziecie informowani o nowych postach.
Pozdrawiam i życzę miłych ferii, tym co je mają i co będą mięli, a tym, którym ferie się skończyły, życzę miłej nauki :)
poniedziałek, 4 lutego 2013
czwartek, 31 stycznia 2013
Rozdział 4
Z pięknego
snu wybudziły mnie jakieś śmiechy na parterze. Przez chwilę zastanawiałam się
kto mógłby być u nas w domu po za mną i mamą. Nikt nie przychodził mi do głowy
i postanowiłam to sprawdzić. Zwlekłam się z łóżka, wygrzebałam z szafy mój
mięciutki, malinowy szlafrok i nałożyłam go na siebie czując jak przyjemne
ciepło owiewa moje ciało. Schodząc na dół poczułam ból w lewej nodze, a
dokładniej w udzie. Ah tak…wczoraj, kiedy wychodziłam z pizzerii oczywiście się
poślizgnęłam w kałuży i wywróciłam. Najwidoczniej sobie uszkodziłam tą część
ciała. Kiedy pojawiłam się już na dole, moim oczom ukazał się widok,
przedstawiający ciocię Violettę, wujka Franciszka i ich dwóch synów: Jeremy –
ośmioletni brunet z pięknymi dużymi, niebieskimi oczami i Henry – sześciomiesięczny
chłopiec o ciemnej karnacji. Siostra mamy wraz ze swoim mężem gawędzili
namiętnie o czymś z moją rodzicielką, Henry spał w niebieskim wózku, stojącym
tuż obok fotela, natomiast Jeremy jak zwykle biegał i zajmował się chyba jedyną
rzeczą, jaką potrafił, a mianowicie rozrabiał.
- Dzień dobry wszystkim –
odezwałam się, wchodząc do salonu – Ładna sukienka, ciociu – dodałam, kiedy
poczułam jej wzrok na sobie. Bardzo lubiła komplementy na temat jej stylu
ubierania i nie wyobrażała sobie dnia bez przynajmniej dziesięciu.
- Victoria! – krzyknął zza
ściany Jeremy, podczołgał się w moją stronę i nagle dostałam od niego na
przywitanie uderzenie samochodzikiem w kostkę. W tą poszkodowaną wczoraj
kostkę.
- Ałłaaa – jęknęłam z bólu,
łapiąc się za bolące miejsce i ruszyłam do kuchni po coś do jedzenia.
Przyrządziłam
sobie jajecznicę, posypałam szczypiorkiem, zaparzyłam kawę i ze śniadaniem
udałam się w kierunku schodów, nie chcąc przeszkadzać dorosłym w rozmowie.
- Kochanie, zaczekaj –
zatrzymała mnie mama, kiedy byłam na pierwszym schodku – chciałabym ci coś
powiedzieć, chodź, usiądziesz z nami. – jak nakazała mi moja rodzicielka tak
zrobiłam.
Przysiadłam
na końcu kanapy przyglądając się na zmianę cioci, wujkowi i mamie. Coś mi tu
nie grało.
- Słucham. – zachęciłam.
- Będziemy u was mieszkać –
powiedział Jeremy, po chwili skarcony przez swojego ojca za złe zachowanie.
Natychmiast przeniosłam wzrok na mamę z pytającą miną.
- To tylko na tydzień, do niedzieli.
Chwilowo nie mają gdzie się podziać, a że my teraz jesteśmy nie daleko nich to
postanowili prosić nas o pomoc. Chyba ci to nie będzie przeszkadzało? – kiedy
skończyła poczułam jak gorąco mi się robiło w głowie i słabłam. Nie chciałam
dać tego po sobie poznać, więc wyprostowałam się i uśmiechnęłam.
- Oczywiście, że nie. Cieszę
się, że możemy wam pomóc – Ostatnie zdanie skierowałam do gości. Po tych
słowach ulotniłam się na piętro, żeby uniknąć wszelkich pytań i uwag na temat
mojego wyglądu ze strony cioci Violetty. Lubiła wszystkimi dyrygować i doradzać
w kwestiach ubioru, fryzury, itp. chociaż sama nie umiała dopasować stroju do
fryzury, a jej włosy przeważnie były upięte wysoko jak w latach
osiemdziesiątych robiły to kobiety zamożne. Nie podobał mi się pomysł o
zamieszkaniu tu mojej cioci. Niezbyt lubiliśmy z nimi przebywać, no ale to w
końcu rodzina. Pocieszałam się tym, że będą u nas jedynie tydzień. Przynajmniej
taką miałam nadzieję.
Pochłonęłam
szybko śniadanie, wzięłam szybki prysznic z racji tego, że wczoraj nie miałam
na to ochoty, tylko padłam na łóżko. Potem wyszczotkowałam zęby i włączyłam
komputer, chcąc sprawdzić co dzieje się na świecie. Nic mnie nie zainteresowało
w sieci. W sumie to należałoby się zrobić trochę zadań z chemii. Postanowiłam,
że właśnie za to się zabiorę. Później pouczyłam się trochę do sprawdzianu z
biologii. Na to nie potrzebowałam dużo czasu, ponieważ bardzo szybko pochłaniam
materiał z tego przedmiotu. Nawet kiedyś myślałam o studiach medycznych i
doszłam do wniosku, że mogłoby mi się to spodobać. Kiedy skoczyłam naukę była
godzina dziewiętnasta dwadzieścia. Miałam ogromną ochotę zjeść coś, co nie
przypomina ciasteczek ani czekolady. Tego wystarczająco najadłam się podczas
nauki biologii. Zeszłam na dół do kuchni spodziewając się jakichś krzyków
Jeremiego albo chociażby widoku siedzącej na kanapie i popijającej herbatkę
cioci, ale nie.
Przy kuchni
kręciła się tylko mama zmywając naczynia. Kiedy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się
tylko i wróciła do swoich zajęć.
- Gdzie są wszyscy? – podjęłam
temat siadając przy kuchennym stole.
- Ciocia i wujek zabrali
Jeremiego do wesołego miasteczka, a Henry śpi w gabinecie taty. – odpowiedziała
mama, po czym westchnęła i dodała – Słuchaj, ja wiem, że nie do końca pasuje
ci, że rodzina do nas przyjechała na tydzień, ale spróbuj ich zrozumieć. Nie
miałam wyboru, musiałam się zgodzić. Wyobrażasz sobie co by było gdybym
odmówiła pomocy rodzinie, a zwłaszcza jeżeli to ciocia Violetta? – wiedziałam
doskonale co by się wtedy stało. Siostra mamy najchętniej poskarżyłaby się na
naszą rodzinie każdemu kto jej się nawinie i obraziłaby się na nas do końca
życia. A tego moja rodzicielka nie chciała.
- Oj, wyobrażam. – po tych
słowach obie się roześmiałyśmy.
Mama
zajrzała do piekarnika, z którego wydobywał się cudowny zapach.
- To szarlotka. – oznajmiła z
uśmiechem na ustach widząc jak jej się przyglądam.
Rozejrzałam
się po kuchni zastanawiając się co mogę zjeść.
Ostatecznie
zdecydowałam się na jabłko. Niezwykle sycące danie, ale nie było nic innego.
Udałam się
na górę z zamiarem położenia się spać. Już zakładałam piżamę, kiedy usłyszałam
dźwięk SMS-a. Przeczytałam wiadomość od Kate: Przyjadę jutro po ciebie. Bądź gotowa o 7:30.
Odpisałam
tylko: Będę na potwierdzenie
przeczytania jej wiadomości.
***
Usłyszałam
dźwięk klaksonu i wybiegłam z domu. W przeciwieństwie do soboty, dzisiaj była
bardzo ładna pogoda. Słońce świeciło, ptaszki śpiewały, aż chciało się żyć.
Otworzyłam drzwi samochodu od strony pasażera i opadłam na siedzenie.
- Cześć. – rzuciłam krótkie
słowo przywitania i otworzyłam okno, żeby znów napawać się zapachem jesieni, bo
przecież niedługo miała zawitać u nas zima.
- Hej, nauczona na biologię? –
zapytała mnie przyjaciółka. Właśnie tego pytania się obawiałam. Wczoraj umiałam
wszystko, ale dzisiaj nie za dużo.
- Średnio, a ty?
- Cały wczorajszy dzień
poświęciłam na powtarzanie materiału, więc mam nadzieję, że umiem.
Zamknęłam
okno samochodu widząc, że wjeżdżamy na parking szkoły. Wyskoczyłam pospiesznie
z samochodu i ruszyłam w stronę szkoły. Po chwili dołączyła do mnie Kate.
- Jak tam z Sethem? Pisał coś?
Rozmawialiście wczoraj? – zasypała mnie gradem pytań.
- Nie ozywał się. Pewnie będzie
jak dawniej. – powiedziałam ze smutkiem i otworzyłam przed nami szklane drzwi,
które dotąd robiły na mnie wrażenie. Były po prostu ogromne, chyba dziesięć
metrów wysokości i dziesięć szerokości. Przywitałyśmy się z Amy oraz Sophie i
razem powłóczyłyśmy do szafek.
- Jak tam, uczyłyście się biologii?
– usłyszałam pytanie Amy. Co one się tak uwzięły na tą biologię?
Stałam przed salą do języka francuskiego, kiedy zadzwoniła dzwonek. Po
chwili przybiegł nauczyciel i zaczęła się lekcja. Usiadłam jak to zwykle na tym
przedmiocie w ławce przy oknie sama.
Pan Jonson
rozpoczął zajęcia. Po jakichś dwóch minutach do Sali wbiegł zdyszany chłopak o
czarnych włosach. Ku mojemu zdziwieniu był to Seth.
- Dzień dobry Panie Jonson –
odezwał się i rozejrzał po klasie.
Kiedy
natrafił na mnie wzrokiem uśmiechnął się i ruszył w moim kierunku. Opadł na
krzesło obok mnie i wypakował książki od francuskiego. Lekko jeszcze zdziwiony
nauczyciel kontynuował lekcję.
- Nigdy nie było cię na
francuskim. Ba, ty w ogóle nie chodziłeś do szkoły przez ostatnie dwa miesiące.
– rzuciłam, kierując na niego swoje spojrzenie.
Chłopak
lekko się zmieszał, ale po krótkim namyśle odpowiedział:
- Musiałem wyjechać z kraju,
sprawy osobiste. Za to ja przed tym rokiem szkolnym nie widziałem cię nigdy na
Florydzie.
- Ta, sprawy osobiste. –
powiedziałam, lekko go przedrzeźniając.
Uśmiechnął
się i zaczął coś notować w zeszycie.
Po dzwonku
na przerwę ruszyłam do szkolnej stołówki, gdzie chodzę już od jakichś trzech
tygodni.
Odnalazłam
stolik, przy którym siedziała już moja paczka. Amy i Sophie czytały biologię, a
Kate pisała SMS-a. Zostawiłam torbę przy stoliku i poszłam w kierunku bufetu,
gdzie pracowała przemiła pani.
- Dzień dobry. – rzuciłam i zaczęłam
się zastanawiać co wziąć.
- A dobry, dobry. –
odpowiedziała kobieta z uśmiechem na twarzy.
Zdecydowałam
się na zieloną, smakowicie wyglądającą sałatkę i sok pomarańczowy.
Wróciłam do
dziewczyn, które właśnie czytały jakieś notatki, jak przypuszczałam, na
biologię.
- O, Vic, jesteś. Mam dla ciebie
fantastyczną wiadomość. – wyrwała się moja przyjaciółka.
- Chodzi o Setha? – zapytałam,
siadając na krześle. Kiedy zobaczyłam jak mina Kate z podekscytowanego przyjęła
naturalny wyraz, dodałam – Siedziałam z nim dzisiaj na francuskim.
- I co? Rozmawialiście?
- Taa, trochę. – rzuciłam,
zabierając się za jedzenie sałatki.
Na twarzy
rudowłosej od razu pojawił się uśmiech. Przynajmniej teraz mogłam spokojnie
zjeść.
Po dzwonku ruszyłyśmy we czwórkę
na biologię, na sprawdzian. Niestety nie wzięłam przykładu z Amy i Sophie i nie
powtórzyłam materiału, ale poszło mi nawet nieźle. Po biologii nie miałyśmy już
żadnych lekcji. Poszłam do szafki, żeby zostawić niepotrzebne książki. Czekałam
jakiś czas na Kate pod szafkami, by powiedzieć jej, że do domu wracam na
pieszo.
- Dlaczego? – usłyszałam pytanie
przyjaciółki.
- Chcę być jak najdłużej poza
domem, przyjechała do nas ciocia z rodziną. Jeszcze może wstąpię do biblioteki.
– odpowiedziałam z uśmiechem, przyglądając się jak chowa do szafki książki do
biologii.
- Z powodu rodziny nie chcesz
być w domu wcześnie? – spytała podejrzliwie.
- Przecież mówię, że jeszcze idę
do biblioteki.
- Dobra! – uniosła ręce w
obronnym geście.
- No nie, czy ty przypadkiem
myślałaś, że zamierzam iść z… O nieee! – rzuciłam w nią sweterkiem, który dotychczas
trzymałam w dłoni. Jak ona śmiała sądzić, że ja zamierzałam iść z Sethem.
Przecież to nie do pomyślenia.
***
Wyszłam z
biblioteki zaopatrzona w dwie książki. Jedna to chyba kryminał, a druga to
jakieś romansidło. Byłam zmuszona wypożyczyć tą drugą książkę. Bibliotekarka prawie
wepchnęła mi ją do torby.
***
Miałam
ambitne plany pouczyć się do jutrzejszej kartkówki z angielskiego, ale Jeremy
za wszelką cenę chciał mi w tym przeszkodzić. Popołudnie spędziłam na dworze,
na kocyku czytając romansidło z biblioteki. Musiałam przyznać, że było to o
wiele przyjemniejsze od nauki historii Ameryki.
niedziela, 27 stycznia 2013
Rozdział 3
Bardzo was proszę o komentarze, jeśli ktoś to czyta. Otwarcie przyjmuję krytykę. To zmotywuje mnie do częstszego dodawania rozdziałów, ale już nie przedłużam i zapraszam do czytania.
Drrrr. Drrrrr. Obudził mnie znienawidzony dźwięk budzika.
Pospiesznie spojrzałam na zegarek w telefonie, trochę się przeraziłam, kiedy
ujrzałam godzinę. Było piętnaście po dziewiątej. Napięcie ze mnie zeszło z tą
samą prędkością co wskoczyło, kiedy uświadomiłam sobie, że dziś sobota. Byłam
zła na siebie, że ustawiłam sobie budzik na ten dzień tygodnia. Tylko dlaczego?
I czemu akurat na dziewiątą piętnaście? Takie pytania latały mi po głowie. Jak
już się obudziłam, to i wstałam. To już w mojej naturze jest tak, że jak się
obudzę rano, to nie mogę zasnąć ponownie. O dziwo, byłam dziś wyspana i
uśmiechnięta. Mój dobry humor natychmiastowo został zepsuty, kiedy rzuciłam
okiem przez okno, lało jak z cebra. Typowa pogoda jak na listopad. Powłóczyłam
się w stronę łazienki i odświeżyłam, zmaczając twarz wodą, po czym umyłam zęby
i wróciłam do pokoju. Wyświetlacz komórki informował mnie o nowej wiadomości.
Spojrzałam, a tu nieodebrane połączenie od Kate. Zawsze dzwoniła o dziwnych
porach dnia, ale zawsze też miała ku temu powody. Postanowiłam oddzwonić do
niej, jak tylko napełnię mój żołądek. Tak więc zrobiłam, przygotowałam sobie
tosty z serem wraz z herbatą i wróciłam na piętro. Nakryłam pościel narzutą na
łóżko i jedząc oddzwoniłam do przyjaciółki. Odebrała po pierwszym sygnale.
- Halo? Vicky? Czyżbyś zaspała? -
od razu zaczęła rozmowę rozbudzonym i przepełnionym ekscytacji głosem.
- Zaspała? Ale na co? - Byłam
mocno zdziwiona. Wiedziałam od rana, że o czymś zapomniałam.
- No nie mów, że zapomniałaś.
Przecież umówiłyśmy się z Amy i Sophie na basen.
No tak, oczywiście. Już wiem co mnie cały ranek dręczyło.
Przypomniało mi się też, że miałyśmy tam pojechać na jedenastą. Zerknęłam na
zegarek. Była dziewiąta trzydzieści. Licząc czas dojazdu, czyli pół godziny to powinnam
się wyrobić.
-
Powinnam być gotowa o dziesiątej. – dodałam, czując zniecierpliwienie
rudowłosej.
- W
takim razie podjedziemy po ciebie o dziesiątej. Nie zapomnij o ręczniku,
kostiumie, czepku i okularach, bo skoro jesteś taka niezorientowana… - rzuciła
mi zgryźliwie przyjaciółka i się rozłączyła.
***
O dziesiątej
byłam już zwarta i gotowa, stojąc przed bramą domu z torbą, w której miałam
wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Po chwili podjechał niebieski dodge. Za
kierownicą zobaczyłam Kate, a na siedzeniu pasażera spoczywała uśmiechnięta do
mnie Amy. Odwzajemniłam gest i wsiadłam do auta. Pojechałyśmy jeszcze po Sophie,
która mieszka po za miastem. Po dwudziestu minutach byłyśmy już na miejscu.
Przyjaciółka zaparkowała przed niemałym budynkiem basenu. Swoją drogą parking
był prawie pusty po za kilkoma samochodami. Ruszyłyśmy w kierunku szklanych
drzwi i weszłyśmy do środka. Od razu powiało na nas chłodem i wonią chloru,
który swoją drogą mi nie przeszkadzał. Podeszłyśmy do kas, by kupić karnety.
Ustaliłyśmy niedawno, że będziemy jeździć na basen w każdą sobotę. Następnie
ruszyłyśmy do przebieralni. Znalazłam szafkę z numerkiem, który dostałam przy
kasie i pospiesznie ściągnęłam ciuchy i założyłam kostium kąpielowy. Upięłam
włosy w kok i nałożyłam na głowę czepek, którego tak nie lubię nosić. Ja w ogóle
nie lubię nosić nic na głowie, nawet czapek. Gotowa, zamknęłam szafkę, chowając
do niej mój cały „tobołek” i skierowałam się w stronę basenu. Po drodze
przeszłam przez prysznice, przyjemnie zmaczając przy tym swoje ciało chłodną
wodą.
Na hali były
trzy baseny. Pierwszy mały, płytki, z czerwonym słonikiem-zjeżdżalnią, drugi
był już większy i głębszy, ale najgłębszy i chyba największy był trzeci,
podzielony na tory biało-czerwonymi sznurkami. Od paru sekund próbowałam
wypatrzeć w basenie dziewczyn.
Stanęłam
przed tym średnim basenem obok Sophie, która najwyraźniej zastanawiała się, czy
powinna wchodzić do wody. Dopiero teraz zauważyłam jakie miała piękne włosy.
Były białe, proste i długie. Swoją drogą to nie widziałam jeszcze osoby z
białymi włosami.
- Nie umiesz pływać? – rzuciłam,
co pierwsze przyszło mi do głowy.
- Nie za bardzo.
- Skoro nie umiesz pływać, to
dlaczego tu przyjechałaś? – zapytałam, chociaż od razu zorientowałam się, że
zabrzmiało to jakbym jej tu nie chciała, a było przeciwnie.
- To wszystko sprawka Amy, po
prostu nie dała mi wyboru.
No tak,
mogłam się domyślić, to w jej stylu.
- Mogę ci dać kilka lekcji
pływania, jeśli chcesz. – oznajmiłam bez zastanowienia. Nie to, że jestem jakąś
zawodową pływaczką, ale jak byłam młodsza, mama zapisała mnie na lekcje
pływania. Nawet mam gdzieś jeszcze kartę pływacką.
- Zgoda. – od razu poweselała.
Zanurzyłam
się w chłodnej wodzie, założyłam okulary do pływania, które przez ten czas
trzymałam w dłoni i spojrzałam na moją uczennicę. Sophie widząc, że patrzę na
nią wyczekująco, raczyła włożyć czepek i wejść do wody.
- Fascynujące, że spotykamy się
akurat teraz, na basenie, nieprawdaż? – odwróciłam się zaskoczona, kiedy
zorientowałam się, że słowa skierowane były do mnie. Przed sobą zobaczyłam…Setha.
Nie wierzyłam własnym oczom. Od naszego poprzedniego spotkania, które było
właściwie pierwszym, minęły dwa miesiące. Nie widziałam go już tyle czasu, nie
wiedziałam nawet, gdzie się podziewał przez ten czas.
- Skąd ty się tu wziąłeś, nie
widziałam cię przez dwa miesiące?
- Nie gadaj, tylko chodź
popływać. – szybko wymigał się od tematu, ale nie ujdzie mu to płazem.
- Teraz nie mogę. – odburknęłam,
nie mając zamiaru tłumaczyć mu dlaczego. Byłam na niego jednocześnie zła. Po
naszym spotkaniu na dachu szkoły, nie odezwał się do mnie ani słowem. Ba..
nawet się nie pokazał i to przez ponad dwa miesiące.
- Jak chcesz… - odwrócił się jeszcze, mając nadzieję, że
zmienię zdanie i odpłynął.
- To pokaż mi co umiesz. –
odezwałam się do Sophie.
- Vicky, mogłaś przecież iść,
poradziłabym sobie.
- No co ty.. już nie mów tylko
pokazuj co potrafisz. Muszę przecież wiedzieć na czy stoimy – uśmiechnęłam się
przyjaźnie do mojej uczennicy, a ona przytaknęła głową.
Odsunęłam
się trochę, by podarować Sophie miejsce na to co miała mi pokazać.
- Tyle, że ja nic nie umiem. – posmutniała
i spuściła głowę.
- Okej, wygląda na to, że
zaczynamy wszystko od początku. Spróbuj położyć się na brzuchu, utrzymując się
na wodzie – poinstruowałam koleżankę – Proste plecy. – dałam krótką komendę.
Po jakichś
dziesięciu minutach Sophie umiała pływać żabką. Podpłynęły do nas Kate i Amy.
- Widziałaś, kto jest na
basenie? – zwróciła do mnie pytanie przyjaciółka.
- Kto?
- Nie uwierzysz, Seth. Tak dawno
go nie widziałam, że chciałam pogadać z nim, ale uznałam, że powinnam ci o tym
wpierw powiedzieć, żeby wiesz…no, nie wyglądało to dziwnie. – wyjaśniła Kate.
- Spoko, widzieliśmy się i
gadaliśmy już. Nie wiesz może gdzie on mieszkał przez te dwa miesiące? –
ciągnęłam rozmowę.
- Nie, ale co mnie to
interesuje, ważne, że znów jest. – moja przyjaciółka jak zwykle widzi wszystko
w jasnych barwach. – Nie chcę wam psuć nastroju, dziewczyny, ale chyba
powinnyśmy już się zbierać. – oznajmiła spoglądając na zegarek.
***
Siedziałyśmy
już przy stoliku w pizzerii, czytając menu. Po wspólnym uzgodnieniu zamówiłyśmy
jedną margaritę i jedną hawajską oraz bar sałatkowy. Razem z Amy poszłyśmy po
sałatki dla naszego stolika. Ja brałam dla siebie i Kate, a moja towarzyszka
dla siebie i Sophie.
Po chwili
siedziałyśmy już przy stoliku i wcinałyśmy sałatkę, kiedy przynieśli nam pizze.
- Farbujesz włosy? – zadałam
Sophie pytanie, które utrzymywałam w ustach od kiedy zauważyłam jakie ma włosy.
Właściwie to nie wiem dlaczego nie widziałam ich wcześniej.
- To moje naturalne, ale ich nie
cierpię.
- Coś ty, są super! – usiłowałam
wesprzeć ją psychicznie, ale naprawdę są piękne.
- Dzięki. – rzuciła i ugryzła
swój kawałek pizzy.
sobota, 19 stycznia 2013
Rozdział 2
Uuuu...Nie pisałam straaaaasznie długo, ale już nadrabiam zaległości. Zapraszam was do przeczytania drugiego rozdziału mojego opowiadania (jeśli w ogóle ktoś to czyta). ;D
Zaczął się kolejny dzień. W sumie to cieszyłam się, że idę
do szkoły, cieszyłam się, że znów zobaczę się z Kate. Pospiesznie zaliczyłam
poranną toaletę i zeszłam na dół cała w skowronkach. Zjadłam kanapki i łapiąc
torbę z książkami wybiegłam z domu. Od razu uderzyło we mnie ciepłe powietrze.
Lubiłam taką pogodę, w sumie mogłabym przesiedzieć cały dzień na dworze z
filtrem i dobrą książką.
***
Dzisiaj
droga do szkoły zajęła mi znacznie więcej czasu niż wczoraj. Byłam pewna, że
spowodowane to było wspaniałą wręcz pogodą. Przechodząc przez dziedziniec
rozglądałam się w poszukiwaniu Kate. Zauważyłam ją dopiero wtedy jak wchodziłam
do szkoły. Siedziała na ławce, ale nie była sama. Obok niej siedział
czarnowłosy chłopak i najwyraźniej coś opowiadał mojej przyjaciółce. Nie
chciałam im przeszkadzać, ale nim zdążyłam się odwrócić w stronę szklanych
drzwi, przyjaciółka skierowała wzrok na mnie. Od razu jej twarz się rozpromieniła
i przywołała mnie gestem ręki. Ruszyłam w ich stronę.
- Cześć, Vicky! – podbiegła do
mnie i przytuliła, jakbyśmy nie widziały się przynajmniej rok.
Spojrzałam
na chłopaka, z którym wcześniej rozmawiała Kate. Brunet zmierzył mnie wzrokiem
od stóp do głów, po czym się podniósł i podszedł do nas. Trudno mi było rozszyfrować
jego emocje, jego twarz nie wyrażała nic.
- A zapomniałabym, poznajcie
się, Vicky to jest Seth, Seth to jest
Vicky. - przyjaciółka pospiesznie nas sobie przedstawiłam.
- Siema! – odezwał się.
- Cześć. Nie chciałabym wam
przeszkadzać, wezmę książki z szafki. Do zobaczenia na biologii - rzuciłam do
przyjaciółki i szybkim krokiem wparowałam do budynku szkoły. Czułam na sobie
spojrzenie dwóch par oczu.
Tak jak
miałam w planach, poszłam w stronę mojej szafki. Miałam trochę problemów ze znalezieniem
jej, ale udało mi się. Po czym pojawił się kolejny problem, a mianowicie nie
wiedziałam gdzie jest sala biologiczna. Moim wybawieniem była Amy, którą
zauważyłam siedzącą na parapecie i bawiącą się swoim telefonem. Podeszłam do
niej. Dziewczyna uśmiechnęła się, kiedy mnie zobaczyła.
- Hej Amy, szukam sali biologicznej.
- powiedziałam, ale potem uświadomiłam sobie, że to też jest jej pierwszy dzień
w szkole i może nie wiedzieć.
- Jak dobrze, że jesteś, ja też
się właśnie zgubiłam - uśmiechnęła się. Nie widziałam tu zbytniego powodu do
śmiechu, ale odwzajemniłam uśmiech.
Okazało się,
że biologię mamy razem, więc wspólnie postanowiłyśmy rozpocząć poszukiwania.
Pomógł nam w nich przemiły nauczyciel biologii, który właśnie zmierzał na
lekcję. We trójkę wkroczyliśmy do klasy i poraziły mnie wszystkie twarze
zwrócone do nas, które najwyraźniej przyglądały się mi i Amy. Dziewczyna
wypatrzyła najwyraźniej Sophie i rzuciła się w tamtą stronę. Po chwili ja też
znalazłam swoją przyjaciółkę, siedzącą w ostatniej ławce pod ścianą. Ruszyłam w
jej stronę.
- Bałam się, że nie znajdziesz
klasy i trzeba będzie wszcząć poszukiwania mojej przyjaciółki – uśmiechnęła się
do mnie.
- A żebyś wiedziała jak było
tego blisko… - rzuciłam i schyliłam się, żeby wygrzebać książkę od biologii z
torby.
Po biologii
miałam jeszcze sześć lekcji, w tym polski, fizykę, matematykę. Każda lekcja
polegała głównie na poznaniu nas przez nauczyciela i omówieniu zasad nauczania.
Wyszłam z
rudowłosą przyjaciółką z sali po dzwonku oznajmującym nam koniec lekcji.
Pognałyśmy do szafek śmiejąc się z kolejnego dowcipu Amy, która na większości
lekcji siedziała przed nami i opowiadała kawały. Muszę przyznać, że nie śmieszą
mnie takie oklepane dowcipy, ale te naprawdę były warte śmiechu. Myślałam, że
nic nam dzisiaj nie zadadzą, co w połowie było zgodne z prawdą. Nauczycielka od
matmy musiała oczywiście zadać nam ze dwadzieścia zadań. Jak ją zobaczyłam, to
od razu wiedziałam, że nie będzie z nią łatwo, no i nie byłam w błędzie.
Kiedy
wyszłyśmy na dziedziniec, na którym spędzaliśmy każdą przerwę dzisiaj, dobiegł
mnie głos wypowiadający na przemian moje i przyjaciółki imię. Odwróciłyśmy
głowy w tym samym czasie i naszym oczom ukazał się nie kto inny jak Seth. Nie
wiem z jakiego powodu, ale śmiał się jakby co najmniej zobaczył pomidora na
mojej głowie.
- Stoicie w tej samej pozycji –
poinformował nas i natychmiast wybuchnął kolejną dawką śmiechu.
Spojrzałyśmy
na siebie i szybko zorientowałyśmy się, że mamy nałożone lewe nogi na prawe i
ręce na biodrach, a jakby jeszcze było mało to mamy potargane włosy. Dopiero
teraz zwróciłam uwagę na to, że niewiele widzę, ponieważ widok zasłaniają mi
moje loki, sponiewierane na twarzy. Szybko się ogarnęłam i spojrzałam z
zaciekawieniem na Setha.
- Wołałeś nas. – przypomniałam mu,
kiedy nie za bardzo wiedział o co chodzi.
- Ah tak, chciałem ci coś
pokazać – zaraz, zaraz, co on powiedział? Mi, a Kate? Wytrzeszczyłam na niego
oczy, a potem spojrzałam na Kate.
- Nie ma sprawy, zostawiam was.
I tak miałam być wcześniej w domu. – pożegnała się z nami i poszła.
Odprowadziłam
ją wzrokiem do momentu, kiedy zniknęła mi z oczu. Przeniosłam wzrok na Setha, który
przyglądał mi się badawczo.
- Chodź. – rzucił tylko.
Po chwili
znaleźliśmy się w pięknym miejscu. Znaczy miejsce same w sobie nie było piękne,
ale te widoki….cudo. Byliśmy na dachu liceum, skąd widoczna była cała okolica.
Nigdy nie byłam w tamtych okolicach. Właściwie nigdzie nie byłam jeszcze i dużo
nie widziałam w tym mieście, bo przyjechałam tu cztery dni temu i cały czas
spędziłam na rozpakowywaniu rzeczy i spędzania czasu na podwórku.
Nie
wiedziałam, że w tym miejscu Ameryka ma takie uroki. Byłam pozytywnie
zaskoczona. Od razu zaplanowałam sobie, że w wolnym czasie się tam wybiorę, ale
teraz mogłam delektować się jedynie przyglądając się tym miejscom.
Na dachu
spędziliśmy chyba dwie godziny. Rozmawialiśmy o życiu, opowiedziałam mu o moich
przygodach on mi o swoich. Swoją drogą tak bardzo dużo amerykanów bywało w
Polsce, że to aż przerażające, w tym Seth, który ma rodzinę w Polsce. Zrobiło
się trochę chłodno i nawet kurtka Setha nie pomogła mi doprowadzić temperatury
mojego ciała do normy, więc postanowiliśmy zejść.
Z Sethem
rozstałam się na skrzyżowaniu mojej ulicy z inną, która okazała się Setha, to
znaczy mieszka przy niej. Nie mogliśmy przestać gadać, cały czas nawijaliśmy o….o
wszystkim. Polubiłam Setha, chociaż na początku wyglądał na trochę dziwnego.
Mogłam uznać dzisiejszy dzień za udany.
***
Kiedy
przyszłam do domu, mama była jeszcze w pracy więc odgrzałam sobie obiad.
Czekały na
mnie jeszcze zadania z matmy. No cóż, wolę nie podpadać nauczycielce już
drugiego dnia szkoły. Uporałam, się z nimi dość szybko. Zdążyłam nawet jeszcze
przed przyjazdem mamy, która nie wraca późno z pracy. Nie zdążyłam wyjść z
pokoju, kiedy zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Kate. Koniecznie chciała wiedzieć
co się działo, jak byłam z Sethem. Zdałam jej całą relację łącznie z tym, że
mieszka niedaleko mnie. Przyjaciółka aż piszczała w słuchawce z podekscytowania.
Ja to mam szczęście jednak, że mam taką przyjaciółkę. Nie miałam takiej przez
całe moje życie. Miałam zawsze takie, które nazywały się moimi przyjaciółkami,
ale jak coś mi się działo to żadna, nie raczyła ze mną rozmawiać. Niedowiary!
Już chyba nieznane mi osoby zachowywałyby się lepiej.
Mama wróciła
z pracy, a ja odgrzałam jej obiad. Na wieczór obejrzałyśmy we dwie jakąś dobrą
komedię, obżerając się przy tym popcornem. To jest życie. Ja naprawdę mam
szczęście, wspaniałą mamę, która mnie kocha, super przyjaciółkę, którą znam od
dwóch dni, a już ją kocham jak przyjaciółkę. No i jest jeszcze Seth, który jest
naprawdę dobrym kolegą, zabawnym i współczującym. Poznałam go dzisiaj na tyle
by to stwierdzić. Żaliłam mu się dzisiaj z tego jakie moje życie było trudne.
Jestem tylko
ciekawa jak Kate i Seth się poznali, bo w sumie ja jego poznałam dzięki mojej
przyjaciółce.
piątek, 14 grudnia 2012
Rozdział 1
Siemka, ostatnio jakoś mnie wzięło na pisanie opowiadania i pomyślałam, że fajnie by było założyć bloga, żeby móc się z kimś nim podzielić, a przede wszystkim dla siebie. Więc serdecznie zapraszam was do czytania moich wypocin. Mam nadzieję, że się wam spodoba i będziecie czytać :D
-Victoria, śniadanie!- obudził
mnie głos mamy oznajmiający mi, że to dziś jest ten dzień-rozpoczęcie roku
szkolnego. Niechętnie wstałam, wyszczotkowałam zęby, zrobiłam porządek ze
swoimi brązowymi lokami, sięgającymi mi za łopatki, założyłam na siebie czarną,
średniej długości spódnicę, białą koszulę i na nią żakiet. Spojrzałam na zegar,
była 8:20, a w szkole miałam być o 9:00. Świetnie! Szybko wrąbałam naleśniki-specjał
mojej mamy.
***
Do szkoły doszłam w dwadzieścia minut. Miał to być mój
pierwszy dzień w amerykańskiej szkole. Zawsze chodziłam do polskich szkół, bo
tam się urodziłam. Mój tata jest z pochodzenia amerykaninem i stąd moje niepolskie
imię. Ciągle wyjeżdża w delegacje, praktycznie nie bywa w domu. Mama
zadecydowała, że tym razem pojedziemy z nim. Jesteśmy na Florydzie, w Ameryce Północnej.
Kiedy byłam młodsza moi rodzice rozmawiali trochę po angielsku w domu i tak
zaczęłam się edukować w tym kierunku i dzięki temu teraz płynnie umiem mówić w
tym języku.
Przeszłam
przez ogromne, szklane drzwi szkoły. Nie za bardzo wiedziałam gdzie odbywa się
ta cała uroczystość. Korytarz główny był prawie pusty. Zauważyłam jedynie grupkę
dziewczyn zawzięcie nad czymś dyskutujących, podeszłam do nich.
-Hej, nie wiecie może, gdzie
jest sala gimnastyczna?-zapytałam trójki dziewczyn.
-Rozumiem, że ta, gdzie odbywa
się rozpoczęcie roku. Chodź, zaprowadzę cię.-wyrwała rudowłosa dziewczyna,
dając znać, że mam za nią pójść.
-Jestem Kate-przerwała ciszę
moja towarzyszka.
-Victoria, mów mi
Vicky-uśmiechnęłam się.
-Sala jest korytarzem w prawo,
ostatnie drzwi na lewo-poinstruowała mnie Kate.
-Nie zostajesz?-zapytałam dziewczynę
ze zdziwieniem, widząc, że zawraca.
-Zaraz do ciebie dołączę, muszę jeszcze
coś zrobić.-oznajmiła i pobiegła w odwrotną stronę niż ja.
Ruszyłam
wskazaną przez nową koleżankę drogę i za chwilę znalazłam się w ogromnej sali
gimnastycznej, już pełnej ludzi. Słyszałam już tylko przemówienie, jak mi się
wydawało-dyrektorki. Szybko zajęłam miejsce w przedostatnim rzędzie krzeseł.
Pomieszczenie było naprawdę wielkie, z białymi ścianami i oszklonym dachem. Nie minęła minuta, a już na krzesło obok mnie
opadła Kate.
-Jak już się skończy, spotkajmy
się przed salą gimnastyczną.-powiedziała moja koleżanka, wraz z końcem
przemówienia pani dyrektor.
W odpowiedzi
skinęłam tylko głową, bo nauczycielka z tyłu zmierzyła nas groźnym spojrzeniem.
Na koniec
pewien nauczyciel oznajmił, że uczniowie pierwszych klas muszą zgłosić się do
niego po plan lekcji oraz kluczyk do szafki. Wśród pierwszoklasistów m.in.
znajdowałam się ja i Kate. Szybko załatwiłyśmy sprawę z nauczycielem. Jako, że
poszłyśmy do nauczyciela razem, dostałyśmy kluczyki do szafek obok siebie. W końcu, z trudem
wyszłam z zatłoczonej sali, chwilę poczekałam na koleżankę i ruszyłyśmy w stronę
dziedzińca szkoły.
***
Dziewczyna
prowadziła mnie przez jakieś nieznane dla mnie tereny. Usiłowałam dowiedzieć
się dokąd podążamy, zawsze odpowiedź brzmiała jednakowo.
-Kate, czy możesz mi w końcu
powiedzieć dokąd idziemy? Nie lubię niespodzianek.-chyba już setny raz zadałam
to pytanie.
-Zobaczysz.-A ona setny raz
użyła takiej odpowiedzi.
***
Po pięciu
minutach ciszy dotarłyśmy do celu, który stanowiła kawiarnia. Zamówiłam herbatę
z cytryną, a moja towarzyszka cappuccino. Starałyśmy się nawzajem poznać.
Dowiedziałam się, że Kate jest jedynaczką, tak samo jak ja i że mieszkała dwa
lata w Polsce. Muszę przyznać, że nawet nieźle mówi po polsku. Dziewczyny które
spotkałam stojące razem z rudowłosą nazywają się Amy i Sophie. Też chodzą do
pierwszej klasy liceum. Podczas pobytu w kawiarni porównałyśmy swoje plany lekcji.
Okazało się, że mamy razem biologię. Nawijałyśmy jeszcze
dużo w drodze do mojego domu. Kate postanowiła mnie odprowadzić.
***
-Jestem!-krzyknęłam zdejmując
baleriny, które już nieźle mnie zdążyły obetrzeć w pięty.
-Jak było? Chyba aż tak długo
nie trwała uroczystość w szkole?-zapytała podejrzliwie mama, wychodząc z
kuchni.
-Byłam jeszcze na herbacie z
Kate. Poznałam ją w szkole.-poinformowałam swoją rodzicielkę pospiesznie, w
skróconej wersji. Powodem tego było moje zmęczenie.
-Zaproś ją kiedyś do nas,
chętnie ją poznam-dodała kobieta, z uśmiechem na twarzy wracając do kuchni.
Byłam
zaskoczona kiedy sprawdziłam godzinę na telefonie. Na wyświetlaczu moim oczom
ukazała się 20:01. Nie spodziewałam się, że tak długo byłam z Kate.
Poleciałam
do łazienki, wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Przed snem
uświadomiłam sobie jak fajnie rozmawiało mi się z rudowłosą i ile mamy
wspólnych tematów. Naprawdę ją polubiłam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)